Szczupły, wysoki, blondyn, niebieskie oczy. Silny, wytrzymały, zdrowy, inteligentny. Nazistowskie Niemcy? Prawa Jima Crowa? Apartheid? Niekoniecznie…

Szczupły, wysoki, blondyn, niebieskie oczy. Silny, wytrzymały, zdrowy, inteligentny. Nazistowskie Niemcy? Prawa Jima Crowa? Apartheid? Niekoniecznie…

In-vitro i selekcja genetyczna

Nie ma chyba na świecie (a na pewno w Europie) osoby, która by nie sprzeciwiała się szeroko pojętej eugenice charakterystycznej dla nazistowskich zbrodni. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę z tego, że ta właśnie eugenika wchodzi do naszego społeczeństwa “tylnymi drzwiami” w postaci zapłodnienia in-vitro. Procedura ta pozwala na swobodną manipulację genami, aby na życzenie przyszłych rodziców stworzyć dziecko w ich mniemaniu idealne – wybranej płci, pozbawione wad genetycznych i fizycznych, wszelkich “mankamentów urody”, o ściśle określonym “najlepszym” wyglądzie. Obecnie, dla nauki wybranie embrionu pod kątem konkretnego koloru oczu i włosów nie stanowi żadnego problemu  (Wells, 2013). Każdy z nas musi sam zadać sobie pytanie, czy naprawdę chcemy przeżywać po raz kolejny niesprawiedliwość, segregacje, bycie lepszym czy gorszym tylko ze względu na wygląd? Czy chcemy sami przykładać rękę do tego, co zbrodnicze i niszczycielskie?

Dzieci szyte na miare?

Z jednej strony, zapłodnienie pozaustrojowe daje możliwość doboru określonych cech. Z drugiej jednak strony, badania naukowców z całego świata jasno przedstawiają, że dzieci pozyskane z zapłodnienia in-vitro są o wiele bardziej narażone na występowanie wad i chorób genetycznych. Według 15 niezależnych badań naukowych śmiertelność noworodków poczętych in-vitro jest dwukrotnie wyższa niż dzieci poczętych w sposób naturalny (Jackson i.in., 2004). Dokumentuje się nawet 9-krotnie wyższe występowanie zespołu Beckwitha- Wiedemanna (Gisden i in., 2003), zespołu wad wrodzonych, objawiającym się przede wszystkim przerostem języka, przepukliną pępowinową, nadmiernym wzrostem, hipoglikemią i co najgroźniejsze – większą predyspozycją do powstawania w przyszłości nowotworów, zwłaszcza guza nerek. U dzieci poczętych przez zapłodnienie poza organizmem matki ryzyko dziecięcego porażenia mózgowego jest 60% wyższe niż u dzieci poczętych naturalnie, a gdy embrion był mrożony dwukrotnie – ryzyko to wzrasta o 230%! (Hvidtjern i in., 2006). Niestety, żadne badania nie informują o tym, co dzieje się z chorymi dziećmi pozyskanymi dzięki zapłodnieniu in-vitro. Nie wiemy czy są abortowane, porzucane po narodzinach, umieszczane w ośrodkach dla permanentnie chorych, a może, osamotnione w cierpieniu, zdane same na siebie?

Dziecko doświadczalne

Podczas procedury in-vitro wszystkie pozyskane oocyty są w miarę możliwości zapładniane. Te zarodki, które nie zostały wszczepione poddaje się krioprezerwacji, czyli kolokwialnie mówiąc – zamrożeniu. Brak jest jednak konkretnych regulacji prawnych wspomaganego rozrodu oraz badań, w których wykorzystywane i niszczone są ludzkie zarodki. W 1995 roku amerykański Zespół ds. Badań z Użyciem Ludzkich Embrionów powołany przez Narodowe Instytucje Zdrowia, opublikował raport, w którym orzekł, że nie można tworzyć embrionów specjalnie do celów naukowych, ale zarodki nadliczbowe z procedury in-vitro mogą być wykorzystywane do celów naukowych. Brak jest ogólnodostępnych danych dotyczących tego, ile osób jest świadomych co dzieje się z ich embrionami. Oliwia Perka, pacjentka jednej z klinik w Krakowie, w wywiadzie dla TVN24, opowiedziała, że zdecydowała się oddać swoje zarodki do adopcji. Jednak w owej klinice została poinformowana jedynie o tym, że zarodki nie zostały zamrożone, że ich po prostu nie ma… Warto wspomnieć, że w Polsce nie ma regulacji prawnych dotyczących losu embrionów niewykorzystanych w procedurze sztucznego zapłodnienia.

Takie niepewne rozwiązanie chcą wprowadzić w naszej gminie, za nasze pieniądze. Do Ciebie zaadresowaliśmy nasz list do sąsiada. Dowiedz się więcej. Sprzeciw się temu i skontaktuj się ze swoim radnym! Włącz się do naszej akcji zadzwoń do radnego!